Magiczne przygody Kubusia Puchatka rozdz.15/32 +16

Część piętnasta: SATURDAY NIGHT FEVER

Nastał piękny czerwcowy dzień. Kubuś obudził się świtkiem, (czyli na dworze już zmierzchało) trzęsąc się i dygocząc z zimna.
- Ale tu piździ - pomyślał.
- Co ja tu kurwa robię? - to była druga myśl.
Nie dość, że był wymarznięty jakby się pieprzył z fokami, to na dodatek po głowie przewalało mu się cholernie głośne kołatanie: PUK! PUK! PUK! Pukanie powtórzyło się i skacowany bohater trzydniowej darmowej popijawy (już ostatniej z dostaw na koszt Abrakadabrahokuspokuskonstantynopolitańczykowianeczkitrzy, zwanej częściej chujem) zajarzył, że ktoś puka do drzwi.
- Łots za gej chce toking łif mi! - ryknął wkurwiony budząc resztę obolałej ekipy.
- Do kurwy nędzy wpuść go, ty łysy pojebie - rzekł bardzo głośno i dobitnie Królik - bo rozpierdoli nam drzwi tym waleniem.
Puchatek z trudem ruszył obolałą dupę w stronę drzwi, otworzył je po czym ocipiał ze zdumienia na widok pedalskiej mordy Szadiego.
- Przepraszam cię bardzo misiasiu, ale zgubiliśmy się z przyjaciółmi w tym wielkim lesie, a mieliśmy dać wieczorem specjalny koncert na przyjęciu u naszego znajomego. On mieszka w białym domku z ładnym białym płotkiem.
- O kurwa panowie to Dżast Pipe - krzyknął Puchatek, który dopiero teraz otrząsnął się z szoku.
- Dawać ich tu - zaryczał Tygrys, aż resztki brudnego tynku opadły z odrapanego sufitu - zrobimy ciotom kocenie.
- Może wejdziecie do środka i coś nam zaśpiewacie - niespodziewanie grzecznie rzekł Prosiaczek.
- Coś ty kurwa ocipiał jebany bekonie, czy nagle zaczęli ci się podobać tacy "chłopcy"?!
- Spoko panowie, aj got e plan - zawieśniaczył z niesamowitym akcentem Prosiaczek - najpierw ich zkocimy, a później zajebiemy i wyślemy w trumnach do tego pedalskiego domku, do którego nie mogli trafić.
- Wykurwiaście, dawać ich tu - wyraził swoją zgodę Puchatek i zamknął drzwi za zespołem bojsów.
- "Koloroweeeeeee..." - zaczął jodłować Szadi lecz przerwał mu Kłapouchy, który perfekcyjnie wymierzonym ruchem doprowadził do kontaktu jego pedalskiego ryja ze swoim twardym kopytem.
- No panowie, on już nigdy więcej nie weźmie do pyska - stwierdził niezmiernie zadowolony z siebie Kłapouchy.
Reszta zespołu z piskiem rzuciła się do drzwi, trafiła tam jednak na Puchatka, który wyjebał ich z powrotem na środek mieszkania trzymanym przez siebie kijbolem. Wprawa z jaką się nim posługiwał mówiła o ciężkich i regularnych treningach. Chwalebnego dzieła dokończyli Tygrys z Królikiem wiążąc ich tak, że sam Kóperfild by się nie wyplątał.
- Co kurwa dalej panowie? - zapytał niepewnie Prosiaczek.
- Może zadzwonić po Pana Sowę, pewnie będzie chciał ich poznać, szczególnie Szadiego. To poznanie będzie bardzo wszechstronne, szczególnie od dupy strony - Królik zaczął snuć fantazje.
- Nie da rady. Jebany zboczeniec jest strasznie zajęty. Niedawno otworzył przedszkole - powiedział z obleśnym grymasem pyska Tygrys.
- To może ich gazem, a później do rowu - Kubuś był cholernie pomysłowy.
- E, Puchatek ty zawsze z tym gazem, lepiej niech Prosiaczek pójdzie do nory Gófera. Zanim go zajebaliśmy chwalił się, że wykopał trumny - zakomenderował Tygrys.
- A jak mnie napadnie jakiś jebany grabarz i będzie chciał zajumać mi te trumny? - Prosiaczek na kacu zawsze widział same problemy.
- To pałą po łbie i do ziemi - uciął Puchatek - ZOMO nigdy nie widziałeś?
- Królik niech skołuje jakąś brykę - Tygrys odkrywał w sobie skłonności przywódcze - a ja pójdę do Babajagi po kilka flaszek Aperitifa.
Ledwo przebrzmiały te słowa, do mieszkania wparowali Łowcy Pip.
- Oni są nasi. Bierzemy ich. Są nam kurwa potrzebni. Prosimy, dajcie je nam - Łowcy miękli z każdym słowem.
- A gdzie wasz przywódca Don Vasyl? - Puchatek kompletnie zignorował ich prośby.
- Ma problemy z płcią sukinsyn, odkąd ktoś mu zajebał giwerą w jajca - wytłumaczył drugi z Łowców Pip
- By na powrót stać się chłopem, musi zruchać jakąś ciotę - wyjaśnił trzeci z nich - A Krzyś już go nie podnieca.
- Damy wam Szadiego, nada się? - Puchatek wpadł na dosłownie wyjebany pomysł.
- Absokurwalutnie tak! - wyraziła swą opinię grupa miłośników WINA i Błękitu Paryża, zwanego też Piszczelówką.
- Wolnego panowie, nie ma nic za darmo - wtrącił się rozsądnie Kubuś - za godzinę macie ich oddać z powrotem, są nam potrzebni na wieczór. Przynieście też kurwa kwasa, najtaniej wam wyjdzie na Centralnym.
- Okej Puchatku - rzekli zgodnie wszyscy Łowcy Pip i obaj wyszli ciągnąc za sobą grupkę jodłujących pip. Po chwili reszta brygady zaczęła się zbierać na miejscu.
- Puchatku dawaj zagrychę - powiedział Tygrys, który akurat zdążył przynieść Heraclesa - Classic Płońsk Aperitif - a tak przy okazji, to widziałem Królika jadącego czarną limuzyną przez podwórze proboszcza.
- Zajebałem klechę, sukinsyn nie chciał mi dać kluczyków od swojej nowej limuzyny - Królik na wejściu ubiegł wszystkie pytania - Mam też fajne ciuszki dla naszych nowych koleżanek - stwierdził rzucając w kąt zdobyte sutanny.
- No... panowie, bryka jest, ciuchy są...
- Mam te skrzynki - powiedział wchodząc Prosiaczek i zrzucił komplet pięciu trumien - będzie prezent dla Krzycha na 13 urodziny.
- ...ciuchy są, wino też jest, więc na co czekamy - dokończył wyraźnie zbity z tropu Puchatek otwierając zębami butelkę.
W zajebiście alkoholowej atmosferze szybko minęła godzina soł Łowcy Pip odstawili z powrotem Dżast fajfusów, ubrali w sutanny, zapakowali ich w trumny i dorzucili gratis 3 kwasiki i speedy; wszystko rzecz jasna na ochotnika i z własnej nieprzymuszonej woli - Prosiaczek z uzi w prawej ręce potrafił być cholernie przekonywując
Pod dowództwem Tygrysa drużyna Wino-wajców załadowała trumny do limuzyny eks-proboszcza (trudno pierdolić kazania mając rozjechaną głowę). Do Krzysia zdążyli dojechać w 10 minut (prowadził Tygrys, co spowodowało znaczny spadek populacji pieszych) w międzyczasie obalając sześciopak wina.
Mocno schlani wjechali limuzyną do salonu potrącając rozpaczającego Krzysia:
- Łaa, Łaa, gdzie jest Szadi, miał zatańczyć na moim przyjęciu urodzinowym.
- Mamy dla ciebie prezent w samochodzie - krzyknęli zgodnie Tygrys z Puchatkiem i Kłapouchym.
Po chwili pokój gościnny wypełnił rozpaczliwy pisk Krzysia:
- Na krowie kopytko, co zrobiliście mojemu ukochanemu Szadiemu, czemu ma takie wytrzeszczone oczy?
- Mam tego już kurwa dość - sapnął Kłapouchy i zawołał:
- Tygrys, wsiadaj za kierownicę i zawieź ich na lody do tego nowego lokalu, co to go dopiero otworzyli na skraju Stumilowego Lasu. Będą mieli ostrą jazdę.
- Do "Skórzanych Rowerów"? - upewnił się Tygrysek.
- Tak, do nich - odkrzyknęli radośnie wszyscy, za wyjątkiem nieszczęśliwych pasażerów.
Tygrysek będący zacoolastym Gran Deft Ałtowcem pokonał trasę w dwie strony, w zaledwie 5,5 minety. Odjeżdżając od lokalu usłyszał bulgotliwy jęk Szadiego:
- Nieeeeoooeeeooeeooeoee...
- Zupełnie jakby ktoś zatkał zlew korkiem - pomyślał i dodał - a jednak Kłapek nie miał racji, chłopak ma przed sobą długą karierę.
Po chwili dosiadł się do przyjaciół żłopiących mózgotrzepa z potrójną siarką i roztrząsających następującą kwestię.
- Tak się kurwa zastanawiam, czemu jestem w chuja budynia ogolony? - Kubuś był cholernie zirytowany i wcale tego nie krył.
- Nie pamiętasz? - zdziwił się Tygrysek
- Jak bym pamiętał, to bym się kurwa twoja mać nie dopytywał - Puchatek z każdą chwilą był bardziej zdenerwowany.
- No więc - gramatycznie zaczął Tygrysek - w nocy, po dwóch porcjach tych sympatycznych grzybków co rosną u nas w lesie Królik ubzdurał sobie, że jest jebanym pasterzem owiec i najpierw dorwał cię jak spałeś w kącie, lecz ty Kubuś twarda dupa się nie dałeś. Wtedy on się cholernie zbulwersował krzycząc:
- Już ja nauczę tą jebaną owcę moresu (sam nie wiedział co to znaczy), złapał za maszynkę do golenia i opierdolił cię na skina - dokończył Tygrysek i wetknął Kubusiowi do ręki butelkę Heraclesa - chlapnij sobie, to cię ukoi.
- Włosy nie chuj, na pewno odrosną - pocieszył go jeszcze Kłapouchy, po czym skupił się na trafieniu butelką do pyska.
Reszta ekipy nie miała jednak podobnych problemów, szybko pokonali pozostałe na placu boju flaszki, po czym zapadli w niczym nie zakłócany, sześciopromilowy sen.

Prześlij komentarz